Dwudziestka nową trzydziestką?


Ostatnio czuję się, jakby 20 lat to już był ten wiek, w którym wszyscy się zaręczają, biorą ślub i mają dzieci, ale nikt mi o tym nie powiedział. W moim malutkim, błogim światku dwudziestka to okres, w którym się studiuje, znajduje pierwsze prace (te prawie niepłatne, na jedną setną etatu), może wyprowadza z domu, ale tylko dlatego, że studia są w innym mieście. Ale potem wchodzę na facebooka i całe to moje wyobrażenie świata dostaje po dupie.

Okazuje się, że podczas gdy moimi największymi zmartwieniami jest to, że mam za mało znajomych, którzy organizują imprezy w akademikach (a bardzo chciałabym pójść na imprezę do akademika!) albo to, że trudno znaleźć pracę z dyspozycyjnością równą zeru, inne dziewczyny nie mogą się zdecydować, w jakiej sukni będą wyglądać najlepiej w jednym z najważniejszych dni swojego życia.

To nie tak, że jestem zazdrosna. Jeszcze nie. Pewnie będę za jakieś dziesięć lat, jeżeli okaże się, że zostałam samodzielną, niezależną kobietą z tysiącem kotów. Obraz tysiąca kotów bardzo mi się podoba, nie ukrywam, ale ta pierwsza część już zdecydowanie mniej.

Może wydaje mi się to takie dziwne, bo jestem na etapie oglądania Seksu w wielkim mieście (tak, to ten serial gdzie Jessica Parker zawsze powtarza "and I couldn't help but wonder"), gdzie wszystkie bohaterki są po trzydziestce i dalej nie poukładały sobie życia. Nie mówię, że też planuję robić to po trzydziestce. Ale nie mówię też, że teraz.

Teraz takie rzeczy są dla mnie jak malarstwo na początku XX wieku - abstrakcyjne. Podobno żyjemy w czasach w których kobiety zdążyły zrobić specjalizację i karierę, być w Tokio i Paryżu, kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyły mieć dzieci. Mój facebook może uspokoić wszystkich obywateli - większość z nas na pewno zdąży.

Kiedyś mówiłam, że odświeżam tablicę, bo mam nadzieję, że za każdym kolejnym kliknięciem przycisku "strona główna", ludzie w magiczny sposób zaczną wrzucać coś mądrzejszego. Cóż, teraz odświeżam tablicę, żeby zobaczyć na czyje wesele nie zostanę zaproszona.

W każdym razie, patrząc na niektóre z tych szczęśliwych zaręczonych/małżeńskich par nie mogę przestać się dziwić: jakim cudem to się stało. Patrzenie na inne (te moje ulubione, którym po cichu kibicuję) daje mi nadzieję na to, że "żyli razem długo i szczęśliwie" to nie wymysł Disney'a. Te pierwsze przepraszam, tym drugim dziękuję. Chociaż, jako, że jestem cichą hejterką, to i tak nie będziecie mieli pojęcia, kogo zaliczam do każdej z tych grup.

Fot. lebiophotoworks.blogspot.com

Przeczytaj też

13 komentarze:

  1. Ja uważam, ze jestem za stara na męża, dzieci itd. Dlatego postanawiam zostać silną i niezależną kobietą, ale zamiast kotów będę miała króliczki. <3 Nie muszę być taka jak wszyscy jak to mi mama zawsze mówiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już jednego kota i żadnego króliczka, więc łatwiej będzie pozbierać mi caaaałą kocią armię <3 Ale to prawda, króliki są bardziej oryginalne.

      Usuń
  2. a ja polecam poczekac z całym tym małżeńsko - rodzicielskim miodem do trzydziestki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram. Chociaż ja wyszłam za mąż mając 25 lat i teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że przynajmniej o jakieś 5 lat za wcześnie. ;) Co do dzieci to już jestem mądrzejsza i tak sobie czekam i czekam.

      Usuń
  3. Hahaha teraz nie wiem czy czuc się urazona bo mam 17lat a z chłopakiem rozmawiamy o zareczynach. Jak coś nie bój się na to wesele Cię zaprosze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, to nie miał być post, w kótrym hejtuje wszystkich zaręczających się ludzi (nooo, może troszkę), tylko raczej wyrażam moje zdziwienie. O i bardzo dziękuję za przyszłe zaproszenie :D

      Usuń
  4. Hahaha teraz nie wiem czy czuc się urazona bo mam 17lat a z chłopakiem rozmawiamy o zareczynach. Jak coś nie bój się na to wesele Cię zaprosze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mnie to zastanawia koleżanki mają po 19-21 lat dzieci i mężów i gotują im obiadki...
    To znaczy, że za rok muszę się już z moim chłopakiem hajtać bo inaczej będę starą panną? XDDD

    http://wszystkooczymmarzakobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama mam 20 lat, a moja koleżanka, rówieśniczka, zaręczyła się mając 19 lat :) i są nadal razem... dziwnie się na to patrzy, bo mam taki sam pogląd co Ty. Może niektórzy są na tyle "dojrzali", że podejmują się tego kroku, jednak ja uważam całkiem inaczej. Jak napisałaś - 20 lat to wiek, gdzie zaczyna się studia, pracę i dopiero zdobywa się doświadczenie na życie! A oni skąd je mają? Nie rozumiem. Też mam wizję z kotami, ale na razie mam tylko chomika :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem po 20-stce i jakoś nie wyobrażam sobie mieć teraz dziecka i wychodzić za mąż gdy w głowie są tylko imprezy, jakoś się tym nie przejmuję. Facet do szczęścia nie jest mi potrzebny (jak na razie, z wiekiem zapewne mój tok myślenia się zmieni). Ale na razie nie chciałabym tego co mam psuć dzieckiem i ślubem :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam 20 lat, zaręczyłam się rok temu. Uwielbiam swoje studia, bo zawsze jest ktoś kto uświadamia dziewczyny pragnące mieć dzieci po wielkiej karierze, że po załóżmy 30-stce możliwość zajścia w ciążę maleje. A poza tym drogie panie im jesteśmy starsze tym większą mamy konkurencję, bo nas się robi coraz więcej, a panów ubywa :D. Tylko bez hejtów proszę, bo to czyste fakty w ujęciu lekko żartobliwym, a mój obecny narzeczony sobie mnie zarezerwował xD

    OdpowiedzUsuń
  9. To dziwne, u mnie słodko się robiło na ostatnim roku studiów. Sama zaręczyłam się już po studiach, a ślub planuję w przyszlym roku (dobre 3 lata po magisterce). Takie boom ślubowo-zaręczynowe zawsze będzie, prędzej czy później. Poczekaj, aż zaczną wstawiać zdjęcia USG, a potem pierwsze ząbki i kupki ;) Nigdy nie oglądaj się na innych :) Ale z dość specyficznego stylu pisania, mogę wnioskować, że szanownej autorce bloga, to nie grozi :)

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes