Jak opuścić strefę komfortu?


Ostatnio nasłuchałam się wielu przemów i prezentacji na temat strefy komfortu. Każda z nich morał miała ten sam, niezmienny i prawdziwy aż do bólu: trzeba wypiąć się na swoją strefę komfortu i próbować nowych rzeczy. I chociaż strefa komfortu płacze, szarpie się i gryzie, nie można zwracać na nią uwagi. Głupia strefa komfortu. Strasznie próbuje utrudnić nam życie.

Zanim zostanę posądzona o to, że nie rozumiem znaczenia tego terminu, powiem, że powyższe zdanie było czysto metaforyczne. Szukałam różnych definicji i wszyscy dość zgodnie twierdzą, że strefa komfortu to Twoja bezpieczna przestrzeń, wypełniona przyjemnymi, znajomymi rzeczami. Jest grubym ceglanym murem odgrodzona od niebezpieczeństw wielkiego świata, czyli wszystkich tych potwornych zjawisk, które kojarzą nam się nieprzyjemnie (jak publiczne wystąpienia przed pełną salą) albo których po prostu nie znamy.

Podobno nowe doświadczenia rozwijają. Nie oszukujmy się, na pewno rozwijają. I wszyscy o tym wiedzą. Tylko skoro to prawda, to dlaczego tak niewiele osób próbuje nowych rzeczy? Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta i każdy w głębi serca wie, o co chodzi. Po prostu się boimy.

Wszystko byłoby tysiąc razy łatwiejsze, gdyby nie to uczucie, które mamy (a przynajmniej większość z nas), gdy stajemy przed nieznanym. Serce wali tak, jakby chciało się przebić przez żebra i uciec na kawałkach aorty jak na małych nóżkach. Ręce trzeba chować za plecami, albo zaciskać z całej siły, żeby nikt nie zauważył, jak bardzo się trzęsą. W brzuchu robi się ten supeł, który zawsze tak ładnie pokazują na reklamach różnych tabsów i sam już nie wiesz, czy prawie rzygasz, czy dla odmiany zaraz się udusisz.

Ludzie mówią Ci, że to siedzi tylko w Twojej głowie, że jedyne, co musisz zrobić, to zacząć coś nowego. Przełamać się, pokonać ten irracjonalny strach, zakorzeniony gdzieś głęboko w części mózgu, w której przechowujemy wszystkie nasze koszmary.

I mają rację.

Mówią też, że nie osiągniesz niczego istotnego i nie dojdziesz do wielkich rzeczy, jeśli nie będziesz poszerzał swojej strefy komfortu.

I również mają rację.

Jeśli będziesz siedział całe życie wciąż w tym samym miejscu, wśród tych samych ludzi, robiąc te same rzeczy, to w końcu zadusisz się zatęchłym powietrzem swoich ośmiu metrów sześciennych (obliczenia uproszczone, przy założeniu, że wzrost przeciętnej osoby jest mniejszy lub równy dwa). Nie wspominając już o tym, że najpewniej umrzesz z nudy. Albo w wieku siedemdziesięciu lat (zakładając, że jednak nie umrzesz) będziesz płakać, że zmarnowałeś całe życie i po śmierci nikt nie zapamięta Twojego nazwiska.

Ale czy gdyby wszystkim było równie łatwo wychodzić ze strefy komfortu i robić niesamowite rzeczy, to byłoby w nich jeszcze coś niesamowitego? Skoro każdy, kto tylko miałby środki, mógłby to robić? W końcu, w przeciwieństwie do tego, co powtarzają nam ludzie, media i motywacyjne hasełka, wielkie rzeczy wcale nie są dla wszystkich. Są dla tych, którzy potrafią się przełamać, poskromić strach i wyjść w nieznane, i walczyć za swoją sprawę, i codziennie próbować czegoś nowego. No i dla tych, którzy mają dużo pieniędzy po rodzicach.

Wcale nie żyjemy w czasach, w których wszystko jest możliwe. Wręcz przeciwnie. W natłoku pisarzy, piosenkarzy, prawników, lekarzy, celebrytów i miliarderów musimy postarać się jeszcze bardziej, żeby coś w swoim życiu osiągnąć.  Nawet jeśli Twoim życiowym planem jest po prostu być dobrym rodzicem, to nie ma w tym żadnego "po prostu", przy tak łatwym dostępie do alkoholu, narkotyków, pornografii, zła i zepsucia. Ale to temat na inny raz.

Do odważnych świat należy. I wcale nie mówię, że Twoje życie nabierze sensu tylko jeśli wyjedziesz do Azji, żeby w tropikalnych lasach deszczowych stanąć oko w oko z tygrysem bengalskim. W takim wypadku mogłabym już tylko siedzieć i płakać, bo moje życie od razu byłoby skazane na porażkę. Bo nie lubię robali. I wilgoci. I wielkich, strasznych zwierząt.
Chodzi o to, żeby walczyć ze sobą i robić nowe rzeczy, nieważne jak bardzo nas przerażają. Strach przed nowym i nieznanym to tylko mentalna pułapka, którą zastawiamy na siebie sami. Strefa komfortu jest miła, przyjemna i bezpieczna, jak wygrzane łóżeczko z puchową kołdrą i kubkiem herbaty. Ale ludzie, którzy nie wychodzą z łóżka nie mają szans na bycie produktywnym.

I to własnie sprawia, że świat jest niesamowity. Że patrzymy z zachwytem albo zazdrością na sukcesy i dzieła innych. Stefa komfortu nie musi być ograniczeniem. Strach nie musi być ograniczeniem. One mają tylko sprawić, że sukces osiągnie najlepszy a nie pierwszy lepszy.


To nie miał być w żadnym wypadku tekst motywacyjny, w którym powiem Wam, jak poszerzać swoją strefę komfortu i prowadzić wspaniałe życie. Najpierw musiałabym wiedzieć, jak to zrobić. A gdybym już wiedziała, to niby dlaczego miałabym się tym z kimś dzielić?


Przeczytaj też

3 komentarze:

  1. Bardzo trafione! I mimo braku takich zamiarów, jednak wyszło motywująco:)

    OdpowiedzUsuń
  2. miała byś się dzielić dla tego ze zasada prawdziwego człowieka sukcesu jest dzielenie się mądrością jak doszedł do tego sukcesu miedzy innymi jak wyjść ze strefy komfortu ja wiem jak to zrobić bo sam to uczyniłem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zasada prawdziwego człowieka sukcesu? Sam to wymyśliłeś? jk

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes