Przepraszam, możecie mnie zamknąć w tym pokoju?


Halo? Dzień dobry. Tak, dobrze pan usłyszał. Chcę wam zapłacić, żebyście zamknęli mnie w pokoju pełnym gumowych części ciała, dziwnych łamigłówek do rozwiązania, tajnych przejść i skrytek, mrocznych symboli na ścianach i niezrozumiałych wskazówek. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli w ciągu 45 minut nie uda mi się z niego wyjść, to nastąpi wybuch metanu albo zostanę więźniem psychola, przeprowadzającego eksperymenty na ludziach, albo złe roboty ze sztuczną inteligencją zbombardują ostatnią bazę ludzkości i przejmą władzę nad światem. Nie, oczywiście, że nie mam problemów na tle psychicznym. Tak, na własną odpowiedzialność, mogę to podpisać. Zombie? To cudownie! Klątwa faraona? Fantastycznie! Już nie mogę się doczekać!

Wytrwaliście ze mną do tej chwili? Dobrze, to lecimy dalej.

Tak, wszystko ze mną w porządku (względnie). I tak, jestem jak najbardziej chętna, żeby zebrać jeszcze trzech czy czterech znajomych, zrzucić się po dwie dyszki i dać się zamknąć w ciemnym, mrocznym pokoju. Nawet pozwolić skuć się kajdankami i dostać jedną małą, gównianą, ledwie działającą latarkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że może to brzmieć, jak bardzo chory fetysz, przez który część z Was już nigdy nie będzie chciała tu powrócić, a w miejscach publicznych na mój widok będzie szybko odwracała wzrok i przechodziła na drugą stronę ulicy. Ale to nie tak, uwierzcie mi.

Tak naprawdę wydaje mi się, że w obecnych czasach i przy obecnym bum na te pokoje, większość z Was wie, o czym mówię. Jeżeli nie, to już tłumaczę. Ostatnio niesamowitą popularność zdobył rodzaj rozrywki, który polega właśnie na tym, co tam powyżej opisałam. Zbieracie drużynę zaprawionych w boju druhów, którym niestraszne są trudy, znoje i logiczne myślenie. Wybieracie miejsce, które najbardziej wpasuje się w Wasze wysublimowane gusta poszukiwaczy przygód (bardzo przydatna w tej części jest strona lockme.pl). Pierwszym, co robicie po wejściu, jest przeszukanie dokładnie całego pomieszczenia, zajrzenie pod stoły, krzesła, dywany, za zasłony, szafki, opukanie ścian i zebranie wszystkich dziwnych rzeczy, które wpadną Wam w ręce, w jedno miejsce. Pamiętajcie, że kiedy tylko znajdziecie jakiś klucz, musicie wypróbować go we wszystkich zamkach i kłódkach. Większość pokoi jest skonstruowana tak, że jedna rzecz wynika z drugiej i każdy odkryty przedmiot albo wskazówka pomaga Wam ułożyć logiczną, ciągłą całość. Ale czasem możecie trafić na małe pożeracze czasu, nad którymi będziecie siedzieć przez piętnaście minut, po czym okaże się, że nie były do niczego potrzebne. Dlatego ważne jest dzielenie obowiązków. Niech każdy zajmuje się czymś innym i przeszukuje inne miejsce (może nawet trzeci raz, zawsze istnieje szansa, że coś przeoczyliście), bo w końcu... zegar tyka.

Spojler alert: z reguły na końcu wcale nie pojawia się żaden psychol. Wiem, bo dwa razy nie udało nam się uciec na czas i nigdzie takiego nie widziałam. Tak więc oprócz niedosytu, smutku, złości i pretensji do samego siebie, kompanów i świata o to, że nie zauważyliśmy najbardziej widocznej rzeczy albo nie zwróciliśmy uwagi na najważniejszą wskazówkę, nic złego nam się nie stało. A tak swoją drogą, to oblecieliśmy wszystkie pokoje w Gliwicach (i nie tylko), więc te dwa niezaliczone to nie jest jakiś strasznie zły wynik, serio.



Pokoje są przeróżne: a to stare, zamglone cmentarzysko z trumną, do której można wejść (klik), a to gra o tron, w której zwycięża się albo umiera, bo nie ma ziemi niczyjej (klik), a to centrum dowodzenia, z którego wysyła się rakiety atomowe na wrogie jednostki (klik). Niektóre pomysły są zaczerpnięte z filmów lub seriali (jak mogliście się już domyślić), inne są po prostu klimatyczne, mroczne i przerażające.

Weteranów takich bojów (i w sumie nowicjuszy też) pragnę poinformować, że 28 maja trzy firmy escape'owe organizują pięciogodzinne wydarzenie dla 4000 osób - zamknięcie na stadionie pełnym zombie (klik). Mam nadzieję, że będzie to niesamowita okazja dla wszystkich fanów The Walking Dead i innych ludzi, którzy chcieliby sprawdzić swoje siły i umiejętności survivalowe przed prawdziwą apokalipsą, która przecież w końcu kiedyś nastąpi. Takiego treningu nigdy za wiele!

Dlatego, jeżeli nie macie pomysłu, jak w kreatywny sposób spędzić godzinę Waszego życia, polecam dać zamknąć się w pokoju, łamać sobie głowę nad rozszyfrowywaniem wiadomości w alfabecie Morse'a, denerwować się przez dziesięć minut przy otwieraniu kłódki (bo oczywiście nie pamiętacie, czy miało być lewo-prawo-lewo, czy prawo-lewo-prawo) i obgryzać paznokcie, patrząc, jak Wasz czas powoli się kończy. I odczuwać niesamowitą dumę z powodu tego, jak bardzo jesteście wspaniali, sprytni i inteligentni, bo udało Wam się wyjść. Oczywiście, jeżeli się Wam uda.

Fot.1. My w Lost Souls Alley
Fot.2. Neil Kremer

Przeczytaj też

1 komentarze:

  1. Genialne są te pokoje, ostatnio znajoma mi mówiła o świetnym w Warszawie, w którym "opętani" ludzie ją atakowali. Niestety nie wytrwała do końca.. Niedługo chyba się wybiorę na taki zastrzyk adrenaliny! :)
    ms-black-lady.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes