Złapmy je wszystkie



Nie powiem, że wszystko w swoim życiu widziałam i nic mnie już nie zdziwi. Ale świat tym razem porządnie mnie zaskoczył, gdy okazało się, że mogę rzucać pokeballami w Spearrowa CP 198 na półce z kosmetykami w Biedrze.

Materiał dowodowy

Nigdy nie byłam jakąś niesamowitą fanką pokemonów. Oglądałam, oczywiście, potrafię zaśpiewać piosenkę zespołu R i wiem jak wygląda Bulbasaur. Za to, jako wielka miłośniczka fantasy, jestem pewna, że płakałabym ze szczęścia, gdyby ktoś powiedział, że od teraz mogę łapać smoki i uczyć się magii od czarownic, uratowanych przed śmiercią na stosie. Dlatego rozumiem obłęd, w który wpadli ludzie, gdy okazało się, że wystarczy ściągnąć apkę i ubrać czapkę z daszkiem, żeby w końcu spełnić marzenie z dzieciństwa i być jak Asz Keczap. Chociaż nie wydaje mi się, żeby obrzucanie jedzeniem auta, które zatrąbiło na gościa, gdy stał na środku drogi i próbował złapać Pikachu, było normalnym zachowaniem. Dobra, też bym się wkurwiła, gdyby ktoś przeszkodził mi w łapaniu Pikachu. Bo jeszcze go nie mam.

Poza paroma odosobnionymi przypadkami, nie rozumiem natomiast hejtu na tę grę. Nie rozumiem tej nagonki, która powstała w mediach, przekonania, że to niebezpieczeństwo, przez które ludzie giną w wypadkach samochodowych a dzieci spadają z mostów. Bzdura. Wiem, że pokemony nie zagrażają mojemu życiu bardziej niż wrodzony brak koordynacji czy jakichkolwiek zaawansowanych zdolności fizyczno-motorycznych. Ta gra na pewno byłaby dużo bardziej niebezpieczna, gdyby pozwalała faktycznie stanąć twarzą w twarz z żywym, realnym pokemonem. Chyba, że to Magikarp, wtedy nie ma strachu.

To nie gra jest zła, to po prostu ludzka głupota nie zna granic. Nawet w pogoni za Hypno CP 840 należy zachować ostrożność i stosować się do zasad BHP łapania poksów. Trzeba uważać pod nogi i przy przechodzeniu przez ulicę, tak samo jak wtedy, gdy próbujesz zrobić sobie na mieście fancy samojebkę na insta. Trzeba uważać podczas prowadzenia samochodu, tak samo jak wtedy, gdy nagrywasz na snapa, jakiej akurat piosenki słuchasz w aucie. A tak serio, dzieci, to nie można używać telefonu za kierownicą, dlatego w każdą podróż zabierajcie ze sobą wykwalifikowanego pasażera, który będzie łapał pokemony na dwie ręce (na swoim i Waszym telefonie), podczas gdy Wy będziecie jechać z zawrotną prędkością 15 km/h, żeby nabijały się kilometry na jajka za dychę w inkubatorze na trzy użycia. Swoją drogą, to szkoda, że jest tylko na trzy.

I mówię to wszystko z punktu widzenia tej jedynej dziewczyny w zgrai facetów, którzy zbiegli się do naszych trzech lurów. Dziewczyny, która biega w kółko między pokestopami, żeby nabić 0,5 km i wykluć dwa pokemony zanim skończy się szczęśliwe jajko podwajające expa.

Fenomen tej gry naprawdę mnie zachwyca. Gdybym była na psychologii albo socjologii, to na pewno napisałabym o tym pracę. (Ale niestety nie udało mi się jeszcze znaleźć zależności między występowaniem pokemonów przy lurze a zmianą entalpii swobodnej w czasie trwania reakcji, żeby móc wybrać taki temat mojej pracy inżynierskiej). Niesamowite jest to, że ludzie z całych Gliwic umawiają się na grupie na facebooku na lurowanie przy Urzędzie. Niesamowita jest ta "wspólnota", gdy w tłumie ktoś krzyczy "piwo temu, kto złapie Zubata za pierwszym razem", albo podchodzi do nas i dziękuje za Psyducka, którego złapał przy naszym lurze. I fakt, że już każdy słyszał o pokemonach, nawet dyrektor firmy, w której byłam na praktykach, oglądał na youtube, jak laska łapie poksy w Wawie, a potem pytał mnie o wszystko, jakbym była pierwszorzędnym trenerem. I nie pamiętam, kiedy ostatnio spędziłam z moimi braćmi tyle czasu, co teraz na przejmowaniu i levelowaniu gyma na placu zabaw.

Pewnie znudzi mi się za miesiąc albo dwa i nie złapię ich wszystkich. Ale jako że jestem jedną z tych zjebanych osób, które są w stanie wstać w środku nocy, żeby wysyłać załadowane samoloty, żeby zdobywać klejnoty, za które można kupować zwierzęta do zoo, albo walczyć w Simpsonach i zbierać na nowego superbohatera, to spędzę na tym jeszcze trochę czasu i na naszych długich spacerach będę trzymała przed sobą telefony, żeby nabijać jajka. I muszę kupić nowego powerbanka, bo bateria w telefonie spada w tak zastraszającym tempie, że mój obecny nie nadąża z ładowaniem.

Ale i tak dalej wolałabym móc łapać i trenować smoki.

Przeczytaj też

1 komentarze:

  1. Jak dla mnie jest to dobra forma do aktywnego spędzenia czasu :) Sama nigdy nie próbowałam w to grać, cały czas mam na to ochotę :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes