Szklanka w trzech czwartych pusta


Są takie momenty w życiu, kiedy uświadamiasz sobie, że czas nie biegnie dla Ciebie wolniej niż dla innych a to, że codziennie zostaje Ci go coraz mniej, to nie jakiś błahy frazes. A to dostrzegasz w lustrze jakiś połysk, kiedy się czeszesz i okazuje się, że to włos, który wcale nie jest upierdolony, tylko zwyczajnie siwy. A to zdajesz sobie sprawę, że to marszczenie czoła, kiedy robisz minę suki, zostawia po sobie coraz bardziej zauważalny ślad. Albo gwiżdżą na Ciebie szczyle z samochodówki i możesz powiedzieć, że to szczyle z samochodówki, bo w najlepszym przypadku są od Ciebie tylko dwa lata młodsi. Chyba, że nie zdali parę razy.

I może nie każda taka chwila wpływa na Ciebie w danym momencie, i nie każda sprawia, że wpadasz w nostalgię i sentymentalne rozmyślania nad sensem własnego życia (chyba, że chodzi o siwy włos, wtedy już wypada smarować się piachem). Ale gdzieś, za którymś razem zaczynasz się zastanawiać i rewidować, i liczyć, jaki procent Twoich marzeń i ambicji faktycznie już spełniłeś, a jaki dalej pozostaje w eterycznej i ulotnej sferze rzeczy odległych i nieosiągalnych.

Powiem tyle, nie mam szczególnych problemów z matematyką, ale nie trzeba być orłem, żeby doliczyć się tego, że moje procenty układają się w niezadowalającej proporcji. Słowem: kapa. Dwoma słowami: shit happens. Trzema: trudno spełniać marzenia.

Ale nie lubię ograniczać się do tak małej liczby słów.

Są w sumie trzy kluczowe, najważniejsze rzeczy, które chciałabym osiągnąć w moim życiu. Dla odpowiedniego uporządkowania i przejrzystości przedstawię je w punktach (w przypadkowej kolejności, bez jakiegokolwiek hierarchizowania).

1. Chciałabym wydać kiedyś książkę, w której cały świat się zakocha i będzie błagał o kontynuację, i na której zarobię grube miliony. Nie, żartuję, chciałabym wydać książkę, w której zakocha się ktokolwiek i którą pochwali ktokolwiek (oprócz Sebastiana, który na razie jako jedyny słuchał moich pomysłów i rozkminiał ze mną tysiąc możliwych rozwiązań i powiązań, i outfitów Seleny Gomez, kiedy już zagra w ekranizacji - to jego pomysł z wyborem aktorki!). I chciałabym to zrobić, dlatego, że dalej i wciąż nie znalazłam rzeczy, którą kochałabym bardziej niż to pisanie.

2. Chciałabym stworzyć z moim tatą dobrze prosperującą firmę, zajmującą się projektowaniem rozwiązań i instalacji bazujących na odwróconej osmozie i innych mądrych terminach oraz zjawiskach, o których wspominać nie będę (dla uproszczenia nazwijmy ją po prostu firmą chemiczną). Bo to jego największe marzenie. Bo nie chcę być polonistką. A z pisania książek w Polsce średnio da się wyżyć. Zresztą najpierw musiałabym coś napisać. I zawsze chciałam, żeby z tyłu, na okładce mojej książki, w tym krótkim fragmencie o autorze było bardziej coś w stylu "no proszę, proszę, pisze książki a studiowała technologię i inżynierię chemiczną" niż "kolejna pisarka po filologii" (nie obrażam żadnego studenta, absolwenta ani wykładowcy jakiejkolwiek filologii). No i przecież w końcu po coś poszłam na te studia...

3. Chciałabym, a raczej chciałam (bardzo optymistycznie), założyć rodzinę tak mniej więcej do dwudziestego piątego roku życia. Ale okazuje się, że za niecałe trzy miesiące będę miała 22 lata, a idealnego księcia z bajki w mercedesie, który jest gotów ofiarować mi swoje serce, pierścionek zaręczynowy i poemat o tym, jak to zamierza spędzić ze mną resztę życia, jak nie było, tak nie ma. I może to dziwne, że właśnie to mi się marzy, bo przecież teraz wszyscy mają czas i chcą mieć jak najwięcej czasu. Na karierę, na szaleństwa, na beztroskie życie, imprezy i największą odpowiedzialność w postaci złotej rybki. I ja też chciałabym mieć na to wszystko mnóstwo tego cennego czasu. Ale nie kosztem tego, że moje może-przyszłe-wyimaginowane-nie-wiadomo-czy-kiedykolwiek-realne dzieci będą musiały się codziennie zastanawiać, jak długo będą mogły się jeszcze cieszyć obecnością swoich rodziców. Albo że nigdy nie poznają swoich dziadków. To całkiem nieciekawa rzecz.

Koniec końców, ludzie młodsi ode mnie są znani na całym świecie, mieszkają w willach, wydają swoje własne linie kosmetyków, zaręczają się, mają dzieci i zarabiają pierwsze miliony w założonych przez siebie firmach. A ja nie jestem ani troszkę bliżej spełnienia któregokolwiek ze swoich marzeń. Oprócz tego, że kończy się piąty semestr moich studiów.

Ale to nie jest najgorsze, więc jeśli myśleliście, że to koniec użalania się nad życiem i krętymi ścieżkami jego, i dnia codziennego rozczarowaniami, to nie poznaliście jeszcze zupełnie mojej szklanki do połowy pustej. Chociaż pewnie byłaby pusta w trzech czwartych, znając moje szczęście. Najgorsze jest to, że kiedyś w końcu każdy z nas musi stać się realistą. Bo świat jest zły i tak dalej. Nawet osoba, której w sumie zazwyczaj wszystko wychodzi i w sumie z reguły dostaje wszystko, co chce. A realistycznie nie jestem w stanie zrobić wszystkich tych trzech rzeczy, które sobie wymarzyłam. Realistycznie z czegoś trzeba zrezygnować.

A bardzo trudno jest z zimną krwią i wyrachowaną kalkulacją rezygnować ze swoich marzeń.

Przeczytaj też

4 komentarze:

  1. Życzę Ci spełnienia tych marzeń :* obserwuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi marzeniami to jest trochę tak, że najpierw trzeba wykonać tytaniczny wysiłek, żeby się spełniły. Nic samo niestety nie przychodzi. Ja też kiedyś marzyłam, żeby wydać książkę. Niedługo wydaje trzecią :) Ale nic nie przyszło samo. Życzę wytrwałości w ich realizowaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Życie jest piękne tylko trzeba CHCIEĆ to dostrzec! Dobrze napisane! Czas przecieka nam przez palce, bo w kółko narzekamy i zamiast szukać rozwiązań i uczyć się iść do przodu, to stoimy w miejscu o tylko wzdychamy nad całym złem tego świata, które na nas idzie. Marzenia nie spełnia się same i trzeba ruszyć się z kanapy i coś robić ze swoją egzystencja. Dla każdego doba ma 24 godziny i od każdego zależy jak je wykorzysta. Podziwiam Cię za odwagę do napisania tego artykułu. Po prostu wielkie brawa :)!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro już wierz czego chcesz to masz wielkie szanse na realizacje swoich marzeń. Trzymam więc kciuki i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes