Czarny wtorek


Oto nadszedł ten dzień. Dzień smutku, bólu i rozpaczy. Dzień, którego tak długo się bałam.

Urodziny.

W tej chwili macie prawo uznać mnie za najdziwniejszą osobę na świecie. Ale nawet największa sterta prezentów (której nie dostanę, nigdy nie dostałam sterty prezentów) nie zrekompensuje mi faktu, że właśnie skończyłam 22 lata.

Wiecie jak to jest. Czekacie do osiemnastki, żeby w końcu móc kupić browa na legalu, a nie biec pół godziny do tego jednego sklepu na drugim końcu miasta, gdzie nie sprawdzają dowodu. Potem możecie czekać na te dwadzieścia jeden, bo to jakiś tam kolejny krok, bo teraz już wpuszczą Was do każdego klubu, no i brzmi to jakoś legitymacyjnie. I możecie zostać posłami. Jeśli to jest Wasze marzenie.

Ale dwadzieścia dwa? To już nie brzmi dobrze. To brzmi... strasznie. Mój młodszy brat (ten najmłodszy z młodszych, bo jest ich aż dwu) krzyczy na mnie, kiedy mówię, że zaraz będę miała dwadzieścia dwa lata, bo on wtedy zaczyna czuć się staro. Mój brat pisze w tym roku maturę. I to sprawia, że ja faktycznie czuję się staro.

Długo zastanawiałam się, czym Was z tej niesamowitej okazji uraczyć. Pierwszym pomysłem były dwadzieścia dwie rzeczy, których nauczyłam się w ciągu tych dwudziestu dwóch lat. Ale wyobraźcie sobie, że dwadzieścia dwie rzeczy to naprawdę dużo, tak? To jedna rzecz na rok. Dajcie żyć... A jeśli nie uwzględnię w nich tego, że nauczyłam się chodzić i mówić... i kroić chleb (nope, dalej nie potrafię ładnie pokroić chleba), to robi się z tego jeszcze trudniejsza sprawa.

O, potrafię też policzyć całkę. Czasem.

Tak więc pomysł padł i na jego miejsce wszedł inny.
Poproszę werble...

Dwadzieścia dwie rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny.

W końcu to moje urodziny, więc mogę je poświęcić na moje prezenty. A jestem przekonana, że wymyślanie rzeczy, które chciałabym dostać, będzie najprostszym zajęciem na świecie.

NIESAMOWITA LISTA CAŁKIEM ZWYCZAJNYCH I NIEZBYT WYMAGAJĄCYCH PREZENTÓW (bo przecież nie jestem zachłanną osobą)

1. Pudełko Merci, w którym będą same kawowe czekoladki
W tych normalnych są dwie. To jakaś kpina.

2. Biblioteka
Taka z całymi ścianami książek i kręconymi schodami, i drabinami, żeby dostać się do tych książek. Jak ta, którą Bella dostała od Bestii, kiedy była zakładnikiem w jego zamku. Najlepiej w pakiecie z kimś, kto będzie tam sprzątał i ścierał kurze. Nienawidzę ścierać kurzy z książek. I nie wiem, gdzie miałabym ją wsadzić. Ale to w sumie nieważne. Chcę i tak.

3. Informatyk, który będzie zarządzał moją stroną
Co prawda, kiedy wchodzę w htmla, czuję się jak największy haker świata, co jest bardzo spoko. Ale jednak przyznaję, że większość rzeczy związanych z internetami, programowaniem i zdjęciami responsywnymi to dla mnie czarna magia.

4. Fontanna czekolady
Zawsze chciałam taką fontannę. Niektórzy mieli takie na przykład na studniówce, ale wyobraźcie sobie, że my w Filomacie nie szarpnęliśmy się na czekoladową fontannę...

5. Buty na obcasie, które nie sprawią, że zacznę płakać po dwóch godzinach
Albo umiejętność chodzenia w butach na obcasie. Chociaż chętnie przyjmę i skilla, i ładne ciżemki.

6. Bilet na Bloodstock
I osoba, która pojedzie ze mną na Bloodstock. Smutno tak jechać na festiwal samemu.

7. Wakacje na Malediwach
I to w miarę szybko, bo Malediwy za niedługo staną się kolejną Atlantydą, a ja chciałabym posiedzieć sobie w takim słodkim domku na balach zanim się tak podzieje.

8. Dożywotni zapas Piegusków. Albo Milki. Albo i Piegusków, i Milki.
To się skończy najprawdopodobniej moją śmiercią i to całkiem szybko, więc to wcale nie musi być taki znowu duży zapas.

9. Opłacony wyjazd do Australii
Uwzględniający wynajem sprzętu do nurkowania, bo chciałabym nurkować na Wielkiej Rafie Koralowej. Bo wcale nie miałam okazji jak tam byłam (serio, byliśmy w innej części Australii).
I tutaj też - zanim ta Rafa całkiem umrze :(

10. Batmobil
Tak. Żeby nie było spiny o prawa autorskie mogę go przechrzcić na Puszkobil. Albo Puszkomobil. Jeszcze nie zdecydowałam.

11. Tatuaż
Mimo, że cały wszechświat dalej i wciąż jest przeciwko. I moje fundusze najwyraźniej też.

12. Kurs pisania u Brandona Sandersona
Kocham bardzo tego pana i to, jak pisze. A podobno prowadzi zajęcia z pisania na uniwersytecie. W Stanach...

13. Zaproszenie na bal maskowy
Taki prawdziwy. Z długimi sukniami, frakami, koreczkami, ponczem. I maskami. I orkiestrą.

14. Ukończyć szkołę elfologii na Islandii
Serio. Nie żartuję. Jest taka szkoła. I nawet organizują wycieczkę w poszukiwaniu elfów. I słyszałam coś jeszcze o kawie i naleśnikach.

15. Dostać supermoce od wróżki chrzestnej... albo wróżki zębuszki
W sumie wszystko jedno od kogo. Ważne, żeby w pakiecie była teleportacja. Żebym może w końcu przestała się spóźniać. Telekineza też jest całkiem spoko opcją. Albo laser w oczach.

16. O, chciałabym ten taki drewniany zegarek
Z którejś z tych firm, które robią drewniane zegarki.
Bez komentarza. Są cudowne i bardzo taki chcę.

17. Weekend w SPA
Może być też tydzień w SPA. Albo miesiąc w SPA. Po prostu mam straszną ochotę na taki masaż. I maseczki z alg. I cokolwiek się tam jeszcze robi.

18. Lot balonem
W sumie to nie wiem, czemu, bo mam lęk wysokości i pewnie będę płakała. Ale brzmi to całkiem fajnie.

19. Szerokie, pięknie zdobione schody z marmuru w willi
Po których będę mogła schodzić w sukni z długim trenem, wśród oklasków moich gości. Kiedyś już o tym pisałam. Marzenie dalej się nie spełniło, więc czekam.

20. Garderoba wielkości mojego mieszkania
Pełna pięknych ubrań, butów, kapeluszy (w których nie chodzę), szali i torebek. Taka, jakimi chwalą się Kardashianki w programach o garderobach. Czy jakie to tam są programy.

21. Jeszcze jeden kotełek
To nie tak, że mojego już nie kocham, ale kotełków nigdy za wiele. Albo piesek. Ale mały. Boję się dużych psów. O, a może chow chow. One są takie słodkie!

22. Taras. Najlepiej w pakiecie z domem. Ale bardziej chodzi mi o taras. 
Serio, zazdroszczę wszystkim ludziom, którzy mają taras. Albo ogródek przy domu, do którego mogą sobie po prostu wyjść, kiedy mają ochotę i leżeć w słonku na leżaczku, popijać zielone koktajle i czytać książkę. Tak wyobrażam sobie ludzi, którzy mają tarasy. Zawsze z zielonym koktajlem.

No, więc jeśli ktoś bardzo chce dać mi prezent, to proszę wybrać coś z tej listy. Cieszę się, że mogłam pomóc. Pozdrawiam.

PS. Wymyślenie dwudziestu dwóch prezentów wcale nie było takie proste, jak myślałam.

Przeczytaj też

4 komentarze:

  1. Hehe, no i taka całkiem zwyczajna też nie jesteś ;).
    100lat! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie rozumiałam ludzi z obsesją na punkcie wieku. W żadnym wieku. Ani mi się do osiemnastki nie spieszyło, ani mi się za nią nie tęskniło.
    Przynajmniej na tyle fajnie się to wszystko układa, że te wszystkie chamy, które w swoim czasie opowiadają jak to straaasznie stara jest osoba, która ma 20, 30, 40, 50 czy 70 lat i że już jej tego, tego i tamtego robić nie wypada, bo nic tylko do grobu się kłaść - oni potem obrywają najmocniej swoją własną bronią. I dobrze im tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nie lubię stwierdzenia, że w jakimś wieku czegoś już nie wypada... Ale tutaj chodziło o to, że miałam zupełnie inne wyobrażenia o moim życiu w tym wieku. Kiedy byłam mniejsza i patrzyłam na ludzi po dwudziestce, myślałam o tym, jak bardzo muszą być dorośli i dojrzali, i jak poważne życie na pewno prowadzą. A teraz dzieciaczki mogą myśleć tak o mnie i to właśnie sprawia, że czuję się staro. Ja, nie inni ludzie po dwudziestce, trzydziestce czy siedemdziesiątce. To ich sprawa ;)

      Usuń
  3. Podobny kryzys przechodziłam kiedy mój wiek zaczął się od "trojki" z przodu. Największym dramatem był dla mnie pewien drobny szczegół. Mentalnie zatrzymałam się na wieku 26 lat. Więc kiedy przyszedł ten magiczny, cudowny dzień urodzin, dotarło do mnie że ma 30 lat!!!!!! Doznałam szoku. Co gorsze teraz znowu zatrzymałam się na tym wieku a to wydarzenie było parę lat temu. I błagam nie pytaj kiedy :) Aż się boję 40-tych urodzin.
    P.S. też uwielbiam kawowe merci :)

    OdpowiedzUsuń

@puszka.pandory