Siedem zasad survivalu

Posiadanie dużej wyobraźni to nie zawsze fajna sprawa. Posiadanie dużej wyobraźni i ewidentnie dziwnego umysłu może okazać się jeszcze gorsze. A posiadanie dużej wyobraźni, dziwnego umysłu i oglądanie horrorów... to już jest combo razy tysiąc.

Wiecie, żyjemy w trudnych czasach. Nad głowami wisi nam groźba rozprzestrzenienia się zmutowanego wirusa, zamieniającego ludzi w zombie. Wampiry wyewoluowały, wcale nie płoną w świetle słonecznym i mogą funkcjonować pomiędzy pełnoprawnymi członkami społeczeństwa. Wilkołaki... po prostu wyją do księżyca w pełni. Czarownice warzą mikstury z nietoperzych skrzydeł i wbijają igły w laleczki voodoo. Duchy powracają i straszą w starych zakładach psychiatrycznych. A creepy dziewczynki ze splątanymi włosami wychodzą z naszych telewizorów.

I w całym tym strasznym okropieństwie jestem ja z moją zjebaną wyobraźnią, która podpowiada mi tysiące różnych scenariuszy śmierci za każdym razem, gdy tylko zamiga światło lampy.

Aha, a dodatkowo moja mama straszy mnie ciągle, że sprowadzam na siebie nieszczęście, gdy wieczorem albo w nocy wracam sama do domu (albo idę sama na parking do auta). Bo za którymś razem z krzaków na pewno wyskoczy gwałciciel nożownik.

A przestrzeń pod moim łóżkiem jest akurat na tyle duża, że idealnie zmieści się tam creepy demon/duch dziecka, które umarło na krześle elektrycznym podczas terapii wstrząsowej w psychiatryku na początku XX wieku. I tylko czeka, aż położę się spać, żeby wypełznąć stamtąd i zacząć drapać ściany, albo co tam robią straszne demono-duchy. Albo żeby mnie zabić, pożreć i zaciągnąć do zaświatów.

Z tego to powodu powiedziałam sobie dawno temu, że kończę z oglądaniem horrorów, bo są tylko pożywką dla mojego chorego umysłu i powodem, dla którego serce kiedyś zatrzyma mi się ze strachu. A mam jeszcze tyle życia przed sobą. Chyba, że ugryzie mnie zombie. Wtedy zostanie mi jakieś parę dni, bo jestem pewna, że sama nie przeprowadzę amputacji zarażonej kończyny.

Dlatego wypracowałam sobie mój własny system przetrwania, oparty na mądrościach, które przekazują nam filmy i seriale, i który pomaga mi w funkcjonowaniu. Na razie żyję, więc wydaje mi się, że działa całkiem sprawnie.



Jeżeli tylko masz wybór, to nigdy nie korzystaj z toalet publicznych. Szczególnie po 22:00, kiedy wychodzisz z kina i w całym centrum handlowym nie ma już zupełnie nikogo, i jeszcze pewnie, akurat jak już wymościsz sobie bocianie gniazdo na desce i posadzisz na niej tyłek, nagle zgasną wszystkie światła. A nawet jeśli tak się nie stanie, to na sto procent jakieś świeżo przemienione zombie, które jeszcze parę godzin temu uprawiało niewinny shopping, wczołga się do twojej kabiny przez tę przestrzeń, która zawsze jest tam na dole i złapie cię za nogę, i upierdoli w kostkę. To jedna z kluczowych i najważniejszych zasad przetrwania z Zombielandu.



Nigdy, przenigdy nie patrz w ciemność. Jeżeli wywali ci korki, albo odetną dostawę prądu, albo zgaśnie światło na klatce schodowej, albo po prostu nieopatrznie naciśniesz przełącznik i zostaniesz w kompletnej ciemności, to masz dwa wyjścia. Albo z zamkniętymi oczami biegnij do najbliższego źródła światła, albo w ekspresowym tempie włączaj latarkę w telefonie. Tylko pamiętaj, nie patrz w tę najbardziej czarną czerń, w której zawsze czają się wszystkie potwory. Bo jeśli już raz zauważysz tam świecące ślepia małego upiora z ostro zakończonymi paluchami, które idealnie nadają się do przebijania ludzkich klatek piersiowych, to po sprawie. Masz przejebane.



Gdy jesteś sam w domu i usłyszysz podejrzany dźwięk, pod żadnym pozorem nie krzycz "halo, czy ktoś tam jest?". To w ogóle najgłupsza rzecz ever. Nie zdradzaj swojej pozycji. Zabunkruj się w bezpiecznym miejscu. I dzwoń do Ghostbusters. Albo do mamy. Ale najpierw zastanów się, czy to przypadkiem nie twój kot, który znowu postanowił, że to najlepsza pora, żeby rozpocząć polowanie na zbłąkany kawałek nitki. Gorzej, jeśli twój kot właśnie smacznie śpi na twojej poduszce...



Za każdym razem, gdy gasisz światło i kładziesz się spać, a potem obracasz się w łóżku, potencjalnie mogą stać się dwie rzeczy: zobaczysz, że leży koło ciebie ten nawiedzony blady chłopiec z Klątwy albo że przy łóżku stoi i kiwa się jak w hipnozie nawiedzony ktokolwiek, jak w Paranormal activity. Dlatego, kiedy już raz się położysz, to najlepiej zaciskaj powieki jak najmocniej i módl się o szybki sen. I, nie daj Boże, nie rozglądaj się dookoła. Albo zostaw zapalone światło. Wtedy żadne potwory nie wypełzną ze swoich kryjówek ani nie wyjdą z szafy. Potwierdzone info.



Drugą równie ważną zasadą podczas snu jest to, żeby opatulić się kołdrą z każdej możliwej strony. Tak, żeby nie wystawał spod niej nawet najmniejszy palec u stopy. Chyba wolelibyście mieć wszystkie palce u stóp. W końcu doskonale wiadomo, że kołdra jest najlepszą tarczą anty-creepy-potworową.



Zawsze bądź przygotowany. Czy to na wypadek inwazji kosmitów, zmasowanego ataku zombie, albo wampira wlatującego w postaci nietoperza przez twoje uchylone okno. Ja, przezornie, mam przygotowany cały plan na wypadek apokalipsy, w którym przewidziane są tak ważne kwestie, jak ewakuacja wszystkich bliskich mi osób, wytwarzanie energii, sposoby transportu i otworzenie własnej hodowli kurczaków. Na szczęście, moja mama nieświadomie przyczynia się do robienia zapasów (mamy całą szafkę konserw wszelkiej maści i jakieś parę ton papieru toaletowego, który wozi w samochodzie, bo nie ma gdzie go trzymać w mieszkaniu).



A co do gwałcicieli nożowników - nie chodź koło krzaków.

Przeczytaj też

5 komentarze:

  1. Coś w tym jest, nawet gdy się idzie spać w pustej chałupie, wszystko zaczyna ożywać, nawet tak minimalnie. W dzień to pół biedy, ale w nocy scenariusze horrorystyczne gdzieś tam rodzą się same z siebie. Druga sprawa to miejsca publiczne. W najlepszym wypadku podejdzie do Ciebie bej i poprosi o parę groszy, gorzej jak podczas myCia rąk spojrzy na Ciebie zakazana morda z prośbą o jakąś emocję, a ta odruchowo będzie negatywna. Strzeż się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój słuch wyostrza się kiedy siedzę sama w domu wieczorową porą! :D Wszystko wtedy do mnie "gada". Zabunkrowanie się pod kołdrą z muzyką na uszach to jak do tej pory najskuteczniejszy sposób na przetrwanie ; D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnie najważniejsze, no i oczywiście okrycie kołderką antyrakietową!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to wszystko mam- dlatego odpuszczam czynnik najgorszy: nie oglądam horrorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo takie siedem zasad survivalu mi się przyda z moją wyobraźnią... :D Mogłabym nie oglądać horrorów... ale ciężko się powstrzymać. :D Zresztą teraz i bez nich potrafię sobie kosmiczne rzeczy wyobrażać. :D

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes